Print Sermon

Każdego miesiąca teksty tych kazań oraz nagrania wideo odbierane są na 116.000 komputerów w 215 krajach, ze strony www.sermonsfortheworld.com. Setki ludzi oglądają wideo na YouTube, jednak w niedługim czasie zamiast na YouTube, zaczynają korzystać bezpośrednio z naszej strony internetowej. YouTube kieruje ludzi na stronę internetową naszego kościoła. Każdego miesiąca teksty kazań tłumaczone są na 34 języki, docierając do tysięcy ludzi. Naciśnij tutaj, aby dowiedzieć się, w jaki sposób co miesiąc możesz pomóc nam w wielkim dziele głoszenia ewangelii na całym świecie, w tym również wśród narodów muzułmańskich i hinduskich.

Pisząc do doktora Hymersa, zawsze podaj nazwę kraju, w którym mieszkasz, gdyż inaczej nie będzie w stanie odpowiedzieć. Adres mailowy doktora Hymersa: rlhymersjr@sbcglobal.net.




NIE ŚPIJMY JAK INNI!

DON’T SLEEP – AS OTHERS DO!
(Polish)

Dr. R. L. Hymers, Jr.

Kazanie głoszone w kościele „Baptist Tabernacle” w Los Angeles,
w niedzielny poranek 22-go czerwca 2014 roku.
A sermon preached at the Baptist Tabernacle of Los Angeles
Lord’s Day Morning, June 22, 2014

„Nie śpijmy jak inni” (1 List do Tesaloniczan 5:6).


Apostoł Paweł pisze tutaj o „dniu Pańskim”. Ten okres czasu rozpocznie się wielkim prześladowaniem, „nagłą zagładą”, która przyjdzie niczym „bóle na kobietę brzemienną”, mającą rodzić. Kiedy nadejdzie dzień Pański, miliony ludzi nie będą na niego przygotowani. Większość ludzi w kościołach odpadnie, gdy tyko zaczną się kłopoty i bóle tego okresu!

Następnie apostoł pisze w liście: „nie jesteście w ciemności”. Znali proroctwa biblijne. Nie byli w ciemności, jeśli chodzi o nadchodzący uciski i pochwycenie. Lecz Paweł zaraz dodaje: „Przeto nie śpijmy jak inni, lecz czuwajmy i bądźmy trzeźwi”. Ponieważ wzywa nas do tego, byśmy czuwali, zatem możliwym jest, że osoba prawdziwie nawrócona może „spać”. Pewnym jest też to, że ludzie nienawróceni „śpią”. Dziś rano będę mówił o obu grupach.

I. Po pierwsze, niech ci, którzy są już nawróceni, powiedzą „Nie śpijmy jak inni”.

Nie ma żadnych wątpliwości – prawdziwi chrześcijanie też mogą spać. Wyraźnie widać to w przypowieści o dziesięciu pannach. Jezus powiedział:

„A gdy oblubieniec długo nie nadchodził, zdrzemnęły się wszystkie i zasnęły” (Ew. Mateusza 25:5).

Myślę, że jest to obraz wielu prawdziwych chrześcijan w dzisiejszych czasach. Drzemią i śpią. Jest to stan niektórych chrześcijan dziś rano, nawet w naszym kościele.

Chrześcijanin może spać i nawet o tym nie wiedzieć. Jeżeli mówisz: „Jestem śpiący”, to jest o znakiem, że nie śpisz. Ci, którzy śpią, nie wiedzą o tym. Możesz zasnąć i nie być obudzonym, gdyż twoi przyjaciele w kościele także śpią. A gdy ktoś próbuje cię obudzić, możesz odrzucać to, co mówią, albo osądzać ich myśląc, że są zbyt krytyczni.

Senność u chrześcijanina jest bardzo niebezpieczna, gdyż osoba we śnie może robić wiele rzeczy a innym może zdawać się, że jest obudzona. Niektórzy ludzie mówią przez sen. Niektórzy śpiący chrześcijanie mówią tak, jakby byli aktywni i serdeczni. Widać to zwłaszcza wtedy, gdy modlą się. Są duchowo uśpieni w modlitwach. Już sam dźwięk ich głosu w czasie modlitwy pokazuje, że duchowo śpią. Używają ciągle tych samych słów. Brakuje im prawdziwego zapału. I nie tylko sami śpią, ale także usypiają innych, gdy modlą się głośno w czasie spotkań. Słyszałem ludzi próbujących modlić się, ale już ich głosy pokazywały, że nie było w nich zapału. Tak naprawdę nie modlili się, ale wypowiadali słowa modlitwy niczym osoba we śnie. Inni pozwalają odpływać swoim myślom, gdy modli się ktoś inny. Nie słuchają modlącej się osoby i nie dodają „Amen” na koniec. A gdy ktoś prawdziwie obudzony modli się pełen życia i ochoczo, wówczas nagle podrywają się tak, jakby ich to zaskoczyło.

Wiele osób również śpiewa we śnie. Podczas, gdy inni śpiewają z głębi serca, ci śpiący tylko mamroczą słowa. Ich usta wydają dźwięki, ale ich serce nie jest w tym, co robią. Osoba prowadząca śpiew musi przypominać im ciągle od nowa, aby „śpiewali”! Trudno tym ludziom zobaczyć, że śpią, gdyż nadal wypowiadają słowa modlitwy lub hymnu, lecz nie ma w nich ani życia, ani zapału, gdyż są duchowo uśpieni.

Są nawet ludzie, których chodzą we śnie. Jestem pewien, że słyszeliście o lunatykowaniu lub inaczej somnambulizmie. Czy kiedykolwiek widzieliście kogoś, przychodzącego na ewangelizację, który wyglądałby, jakby chodził we śnie? Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, dlaczego niektórzy ludzie idą, by zdobywać dusze, zdobywając wiele nowych kontaktów, podczas gdy inni zaledwie jeden, a może nawet żadnego? Oni są duchowo uśpieni! A gdy ktoś zostanie przyprowadzony do kościoła, to niektórzy ludzie bardzo starają się, aby czuł się tutaj jak w domu, troszcząc się o niego, podczas gdy inni – ci uśpieni – zapominają o nowych osobach, będąc zbyt śpiącymi w sprawach Bożych.

Obawiam się, że jest też bardzo wielu kaznodziejów, którzy są uśpieni. Brzmią ciągle tak samo w czasie swoich studiach biblijnych werset po wersecie. Nie są nawet świadomi tego, że ludzie nie słuchają, a wielu przychodzących co tydzień, jest w rzeczywistości zgubionych! Tacy pastorzy boją się kaznodziei, który budzi ludzi! Nie chcą, by ludzie w ich kościołach przebudzili się! Są szczęśliwi, że w niedzielę przychodzi kilka uśpionych owieczek, aby przesiedzieć kolejne na wpół martwe „studium biblijne”. Niech Bóg nam pomoże! Nie dziwi wcale, że tak wiele kościołów jest martwych! Nie dziwi, że tak wiele jest cielesności i popełnianych otwarcie grzechów! Nie dziwi też, że niektóre kościoły są tak głęboko uśpione, że zrezygnowano w nich ze spotkań modlitewnych, zastępując je spotkaniami modlitewnymi. W niektórych kościołach słyszałem ludzi modlących się tak, jakby były to słowa osoby martwej! To nie były wcale modlitwy! Bardzo mało jest prawdziwej modlitwy w naszych kościołach w obecnych czasach! Jeden z członków naszego zboru brał udział w spotkaniu modlitewnym w innym kościele. Wstał i modlił się jak mężczyzna, ale pastor powiedział mu, aby robił to ciszej. Chciał on, aby modlił się martwą, śpiącą modlitwą, jak członkowie jego zboru! Nie dziwi więc, że nasz naród rozpada się. Nie dziwi, że jak szacuje George Barna, 88% młodych ludzi w kościołach odchodzi z nich przed 25-tym rokiem życia, aby „nigdy nie powrócić”. Niech Bóg nam pomoże! Ludzie śpią i nawet o tym nie wiedzą! Niech Pan Bóg utrzyma przed zaśnięciem jak najwięcej z nas w naszym kościele, aby to samo nie zaczęło mieć miejsca w naszym zborze! „Nie śpijmy jak inni” (1 List do Tesaloniczan 5:6).

Dr Cagan mówił mi, że inni pastorzy bardzo lubią zwiastować w naszym kościele, gdyż ludzie tutaj siedzą wyprostowani, słuchając uważnie, a czasami nawet przyklaskując”. Oby zawsze tak było! „Nie śpijmy jak inni!” Pewien kaznodzieja powiedział mi, że gdyby rozległy się oklaski w jego kościele, starsze kobiety wyszłyby. Pomyślałem sobie: „Powinny pójść do kościoła metodystycznego, bo tam by pasowały! Jeżeli chcesz martwe nabożeństwo, to idź do kościoła episkopalnego”!

II. Po drugie, modlimy się, aby ci, którzy nie są jeszcze nawróceni, powiedzieli „Nie śpijmy jak inni”.

Bardzo lubię patrzeć na małe dzieci, siedzące w pierwszych rzędach. Modlę się, by w jeszcze w młodym wieku odczuły bojaźń Bożą i miłość do Chrystusa. Teraz jednak nie mówię o nich. Zwracam się do młodych ludzi przychodzących do naszego zboru od jakiegoś czasu, jednak nadal pozostających niezbawionymi. Biblia mówi do was:

„Obudź się, który śpisz, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus” (Efezjan 5:14).

Jest to nakaz, ale nie można być mu posłusznym, dopóki Bóg cię nie przebudzi. Człowiek z natury jest grzesznikiem. Oznacza to, że nie jesteś w stanie uświadomić sobie ani zrozumieć, jak być zbawionym. Można to ci dokładnie wytłumaczyć, jednak nadal nie zrozumiesz. Możesz słuchać prostą ewangelię tysiące razy, a i tak pozostaniesz ślepy. Apostoł powiedział:

„Ale człowiek zmysłowy [nienawrócony] nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać” (I Koryntian 2:14).

Z tego powodu niektórzy z was przychodzą wiele razy w sprawie waszego zbawienia, ale i tak na nic wam się to przydaje. Mówimy wam: „Przyjdźcie do Jezusa”, a wy odpowiadacie: „Ale jak przyjść do Niego?” Mówimy: „Nie musicie wiedzieć jak, po prostu zaufajcie Mu”. Lecz wy odpowiadacie: „Ale jak zaufać Mu?”

Przykro mi, ale mówiłem już wiele, wiele razy, że nie potrafimy wytłumaczyć wam tych spraw w sposób, który by wam pomógł. To Duch Boży musi was przebudzić, gdyż inaczej słowa nie pomogą! Musicie zostać przyciągnięci do Chrystusa przez Ducha Bożego. Nie można nauczyć się tego, jak przyjść! Andrew Reed tak napisał w swoim hymnie:

Duchu Święty, boskim światłem,
   Oświeć moje serce;
Rozprosz mroki nocy,
   Ciemność w światło zmień.
(„Holy Ghost, With Light Divine”, Andrew Reed, 1787-1862).

W czasie drugiego wielkiego przebudzenia Thomas Charles (1755-1814) powiedział: „Najbardziej lekkomyślni ludzie zostawali przebudzeni... w sposób tak potężny, że niemalże wpadali w obłęd… płacząc w wielkiej rozpaczy, odczuwając grzech i zagrożenie, wołając o zmiłowanie… w trosce o własną duszę” (Paul E. G. Cook, Fire From Heaven, EP Books, 2009, str. 34). Tak działo się z wieloma ludźmi w czasie zesłanych przez Boga przebudzeni. I to samo dzieje się z człowiekiem w czasie nawrócenia. Kiedy zgubiony grzesznik jest strapiony, „odczuwając grzech i zagrożenie, wołając o zmiłowanie”, to zwykle w krótkim czasie przychodzi do Chrystusa i zostaje zbawiony.

Jak to się dzieje? Oto, w jaki sposób zwykle następuje nawrócenie osoby, która przyszła do kościoła z niechrześcijańskiej rodziny. Podam was skróconą wersje nawrócenia pastora, którego książkę czytałem.

Nie interesował się kościołem, ale koszykówką. Pastor zaprosił go, aby dołączył do zespołu zborowego. Zgodził się przychodzić do kościoła, aby móc grać w koszykówkę z tamtejszym zespołem. Kazania, których słuchał, nie miały dla niego wiele sensu, ale nadal przychodził. Stopniowo kościół stawał się dla niego ważniejszy nawet niż koszykówka. Po jakimś czasie słowo „zbawiony” pozostawało ciągle w jego myślach. Cokolwiek by nie znaczyło, to wiedział, że tego nie ma. Nie chciał, aby ktokolwiek wiedział, co myśli, więc nie szedł do pastora, aby porozmawiać, gdy słyszał zaproszenia do rozmowy. Postanowił stać się „lepszym” człowiekiem, więc przestał przeklinać. Jednak wszystkie wysiłki, by stać się lepszym zawiodły. Był zszokowany tym, że nie miał w sobie siły, by się zmienić. Powiedział: „Moje pierwsze próby, aby poprawić się, zawiodły”. W tym samym czasie zaczął myśleć o Bogu i Jezusie, choć nie robił tego wcześniej. Zastanawiał się na przykład, dlaczego Jezus umarł na krzyżu? Nigdy nie myślał o tym wcześniej, ale teraz wydawało mu się to bardzo ważne. Powiedział: „Kiedy te nowy świat otwierał się przede mną, byłem bardzo zagubionym młodym człowiekiem”.

W końcu, przekonany o grzechu, odpowiedział pod koniec kazania i poszedł zobaczyć się z doradcą. Powiedział: „Było to bardzo emocjonalne przeżycie”. Tamtego wieczora zaufał Jezusowi. Ten pastor powiedział, że choć wydarzyło się to prawie pięćdziesiąt lat wcześniej, to nadal pamięta noc, która „zmieniła kierunek jego życia na ziemi, jak i jego wieczne przeznaczenie”. Od wielu już lat jest pastorem w reformowanym zborze. Sparafrazowałem to, co napisał. Obyś i ty przebudził się i został zbawiony tak samo jak on! (Stephen Smallman, What is True Conversion?, P & R Publishing, 2005, str. 8-10).

„Nie śpijmy jak inni” (1 List do Tesaloniczan 5:6).

Kiedy czytałem to świadectwo, zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo przypomina ono wzorzec mojego nawrócenia. Sąsiad mieszkający obok zabierał mnie razem ze swoimi dziećmi do kościoła baptystycznego. Chodziłem tam z nimi, gdyż byli dla mnie mili. Nie rozumiałem kazań, ale nauczyłem się słowa „zbawiony”. Próbowałem oczyścić swoje życie i publicznie podjąłem decyzję o włączeniu się do służby w kościele, myśląc, że to mnie zbawi. Kiedy to nie pomogło, zdecydowałem się zostać misjonarzem i dołączyłem do chińskiego kościoła baptystycznego. A gdy i to nie pomogło, czując się okropnie i grzesznie, zacząłem studiował na uczelni Biola. To tam usłyszałem kazanie Charlesa J. Woodbridge’a. Chrystus był w czasie tamtego nabożeństwa. Zaufałem Mu i zostałem zbawiony Jego krwią i sprawiedliwością.

Wiele razy „wychodziłem do przodu”, ale nie byłem zbawiony. Poświęcałem wielokrotnie moje życie Chrystusowi, ale nie byłem zbawiony. Lecz gdy sam Jezus przyszedł do mnie, zbawił mnie w swoim miłosierdziu i łasce i obmył mnie z grzechów swoją krwią!

Czy moje świadectwo i tamtego reformowanego pastora są podobne? Obaj przyszliśmy do kościoła, gdyż zostaliśmy zaproszeni. Żaden z nas nie pochodził z rodziny chrześcijańskiej. Obaj przychodziliśmy do kościoła, gdyż ludzie byli dla nas mili. Żaden z nas nie dostrzegał tego, w jaki sposób kazania odnoszą się do nas. Lecz obaj nie byliśmy „zbawieni”. Obaj staraliśmy się stać się chrześcijanami, poprzez stanie się lepszą osobą. Obu też nam nie udało się to. Lecz przekonani o grzechu znaleźliśmy pokój i zbawienie, ufając w prosty sposób Jezusowi.

Przyszliśmy do kościoła nie mając żadnej wiary, lecz w końcu zostaliśmy przebudzeni, dostrzegając to, że jesteśmy zgubionymi grzesznikami. Wtedy Duch Święty przyciągnął nas do Jezusa. Żaden z nas „nie wiedział”, jak przyjść do Jezusa. Kiedy doświadczyliśmy przebudzenia i przekonania o grzechu, wówczas Duch Święty przyciągnął nas do siebie. Było to tak proste, że wiedzieliśmy, iż wszystko stało się przez łaskę, wszystko było działaniem Ducha Świętego i krwi Chrystusa, która obmyła nas z grzechów!

„Nie śpijmy jak inni” (1 List do Tesaloniczan 5:6).

A co z ludźmi, którzy urodzili się i wzrastali w kontekście kościoła? W jaki sposób nawracają się? Oto jedno z takich świadectw – młodego człowieka, który był w naszym zborze całe swoje życie. Został tutaj przyniesiony jako nowonarodzony noworodek. Opowiem wam część jego świadectwa.

     Chociaż bardzo mocno próbowałem zasnąć, sen nie przychodził, gdyż Bóg zaczął działać w mojej woli. Kiedy nadszedł niedzielny poranek… byłem wykończony umysłowo i duchowo, lecz moja walka z Bogiem stawała się jeszcze mocniejsza i intensywniejsza. W czasie kazania w fizyczny sposób starałem się odrzucać poczucie winy, zamykając oczy i odczuwając ból spowodowany zaciskaniem szczęki... Wiedziałem, że jestem najbardziej podłym i najgorszym z grzeszników, ale nie chciałem poddać się Chrystusowi, wzywającemu do przyjścia do Niego… kazanie zdawało się nie mieć końca... Odczuwałem moje zepsucie i brak świętości w Bożych oczach. Moje grzechy stawały się coraz mniej rzeczami, które zrobiłem, a coraz bardziej tym, kim byłem. Pastor wystosował zaproszenie… dr Hymers [wtedy] wezwał mnie, abym zaufał Chrystusowi i przyszedł do Niego. Wydawało mi się, że pragnę to zrobić, ale nie pozwalałem sobie na to. W tych momentach, klęcząc i zastanawiając się, jak zaufać Jezusowi, zobaczyłem, że moim najgorszym grzechem było uporczywe odrzucanie Jezusa. Mimo tego starałem się… wymusić moją własną drogę do Niego, opierając się na własnych siłach. Lecz robiąc to, odrzucałem Go. Choć bardzo starałem się zaufać Jezusowi, nie mogłem. Czułem się bezsilny i pokonany… Jezus wzywał mnie do siebie… lecz ja uparcie starałem się zrobić to po swojemu. Nagle słowa kazania zaczęły brzmieć delikatnie w moich uszach: „Poddaj się Chrystusowi! Poddaj się Chrystusowi!”. W jednej chwili myśl o tym, jak odrzucałem samego Chrystusa, który zawisł na krzyżu, dotknęła moje serce. Boży Syn przyszedł z nieba, aby umrzeć za mnie, chociaż byłem Jego wrogiem. Ta myśl rozburzyła wszystko to, co o sobie myślałem. W jednej chwili poddałem się Chrystusowi i zaufałem Mu. Odrzuciłem wszystko to, co o sobie myślałem i po prostu odpocząłem w Jezusie... Jezus uznał mnie za należącego do Niego. Jezus przyjął mnie. On nie odrzucił mnie, tak jak ja odrzucałem Jego. To wielkie zmaganie nie działo się gdyż tak trudno było dla Chrystusa zbawić mnie i przebaczyć mi moje grzechy. Było ono spowodowane tym, że nie chciałem przestać opierać się Chrystusowi. Lecz gdy tylko „pozwoliłem” Jezusowi zbawić mnie, On natychmiast przyszedł i obmył mnie swoją krwią! Zaufanie Jezusowi nie było wcale aktem mojej woli. Zamiast tego musiałem poddać się Mu! Moment mojego nawrócenia był tak prosty i tak niewiele, a właściwie to zupełnie nic nie miał wspólnego z tym, co robiłem. Wszystko stało się przez łaskę… Kocham Jezusa całym sobą i tylko w Nim znajduję odpocznienie.

Oby ktoś jeszcze stał się świadomym swoich grzechów i potrzeby Jezusa, i by został oczyszczonym Jego krwią. Obyś dziś rano i ty mógł tak powiedzieć:

Słyszę Twój zapraszający głos, którym wołasz do siebie mnie, Panie
By oczyścić mnie Swą cenną krwią, wypływającą z Golgoty.
Przychodzę Panie mój! Przychodzę dziś do Ciebie!
Obmyj mnie, oczyść Swoją krwią, co spływa z Golgoty.
(„I Am Coming, Lord”, Lewis Hartsough, 1828-1919).

„Nie śpijmy jak inni” (1 List do Tesaloniczan 5:6).

Idź teraz do pokoju obok, gdzie będziesz mógł porozmawiać. Przejdź do tyłu sali a dr Cagan zaprowadzi cię tam, gdzie będziemy mogli pomodlić się i porozmawiać. Doktorze Chan, proszę pomódl się, aby dziś rano ktoś zaufał Jezusowi. Amen.

(KONIEC KAZANIA)
Kazania Doktora Hymers'a dostępne są przez internet pod adresem:
www.realconversion.com lub www.rlhsermons.com.
Wybierz: „Kazania po Polsku”.

Z doktorem Hymersem można się skontaktować drogą emailową po angielsku:
rlhymersjr@sbcglobal.net – można także napisać do niego: P.O. Box 15308, Los Angeles,
CA 90015 lub zadzwonić (818)352-0452.

Teksty kazań nie są objęte prawami autorskimi. Można je używać bez powolenia doktora Hymersa.
Jednakże wszystkie kazania dr. Hymersa w formie video objęte są prawami autorskimi,
a używanie ich wymaga uzyskania jego zgody.

Pismo Święte czytane przed kazaniem przez pana Abla Prudhomme’a: 1 List do Tesaloniczan 5:1-6.


SKRÓT KAZANIA

NIE ŚPIJMY JAK INNI!

Dr. R. L. Hymers, Jr.

„Nie śpijmy jak inni” (1 List do Tesaloniczan 5:6).

I.   Po pierwsze, niech ci, którzy są już nawróceni, powiedzą „Nie śpijmy jak inni”. Ew. Mateusza 25:5.

II.  Po drugie, modlimy się, aby ci, którzy nie są jeszcze nawróceni, powiedzieli „Nie śpijmy jak inni”. Efezjan 5:14; I Koryntian 2:14.